piątek, 24 kwietnia 2015

Zawieszam

Hej! Przybywam dziś ze złą nowiną, zawieszam wszystkie blogi, niestety mam teraz mało czasu aby je prowadzić. Wrócę do pisania rozdziałów we wrześniu, nie martwcie się to tylko cztery miesiące i znowu będę pisać, do zobaczenia we wrześniu!
Ps. Zwiastuny nadal tworzę i nie zawieszam swojej zwiastunowni, więc możecie u mnie składać zamówienia.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 2

Ubrałam czarne szpilki, jeansy oraz szarą bluzkę na grubych ramiączkach z zamkiem do połowy, z tyłu. Oczywiście rozpuściłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż rozjaśniając mi twarz. Wychodząc z domu zabrałam ze sobą torebeczkę, w której miałam portfel, telefon, klucze, pomadkę i kilka drobiazgów. Stałam przed lustrem jeszcze jeszcze 15 minut, aż doszłam do wniosku, że mogę już iść. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Do miejsca naszego spotkania szłam 10 minut. Przed wejściem wzięłam głęboki oddech i byłam gotowa na spotkanie życia, jak to nazwałam, w końcu nie często wychodziłam na "spotkania", aby nie nazwać tego randką...
Weszłam, a On siedział na krześle ze spuszczoną głową i bawił się serwetką. Wpadające do środka światło sprawiło, że natychmiast spojrzał w tym kierunku, a gdy mnie zobaczył wstał i się uśmiechnął.
~Oczami Harry'ego~
Kiedy weszła do środka zaniemówiłem. Jej usta były jak zwykle malinowe. Jej niebieskie oczy jak zwykle błyszczały, a włosy perfekcyjnie się układały. Podszedłem do Niej i poszliśmy do stolika, odsunąłem dla Niej krzesło, a sam usiadłem na przeciwko. Gestem ręki przywołałem kelnerkę. Podeszłą do nas kelnerka o blond włosach, miała na sobie bluzkę, która uwydatniała Jej dekolt. Na samą myśl, o tym jakby krzyczała pode mną moje imię moja męskość stwardniała. Kelnerka zarzuciła włosami i zapytała co podać.
-Dla mnie kawa z mlekiem i cynamonem-powiedziała Lily
-A dla mnie parzona-dodałem. Kelnerka zapisała zamówienie i odeszła. 
-Opowiedz mi coś o sobie
-Mam 20 lat, mieszkam w Doncaster. Jestem pielęgniarką. Mieszkam sama w centrum. No i nazywam się Lily Bennett. Teraz Ty opowiedz mi coś o sobie-słodko się uśmiechnęła
-Nazywam się Harry Styles, mam 21 lat i też mieszkam w Doncaster-oddałem Jej uśmiech 
-A gdzie pracujesz?-powoli zaczynała się ośmielać 
-W...firmie, mam własną firmę -znowu się uśmiechnęła
-Mhm, przykro mi z powodu...?-och, błagam. Nie przypominaj mi.
-Mojej babci. Mam pomysł, trochę tu nudno, dopijmy kawy i spędźmy czas w innym miejscu, już nawet wiem gdzie. Wchodzisz w to?-puściłem Jej oczko
-Umm...no nie jestem pewna-trochę się speszyła
-No nie daj się błagać
-No dobra-lekko się uśmiechnęła. Dopiliśmy kawy. Trochę się posprzeczaliśmy o to kto ma zapłacić, ale i tak w końcu wyszło tak jak ja chciałem. Zapłaciłem i wyszliśmy ze Starbucksa. Podeszliśmy do mojego czarnego Range Rovera. Otworzyłem Jej drzwi jak dżentelmen i sam usiadłem na miejscu kierowcy. Zamierzałem Ją zabrać do mojego domku na drzewie, w lesie. Kiedy byłem mały zawsze tam przychodziłem. Niedaleko jest małe, czyste jezioro.
~Oczami Lily~
Zgodziłam się. Uległam jego pięknym i hipnotyzującym oczom. Wyjechaliśmy z Doncaster i kierowaliśmy się w stronę Aston. Przez całą drogę spoglądał na mnie kątem oka. Po 40 minutach jazdy byliśmy w Aston, Harry skręcił w leśną dróżkę. O kurwa, jesteśmy w lesie. Tu mnie nikt nie usłyszy, a jak mnie zgwałci? Harry zatrzymał samochód. Wysiadłam z niego i byłam w pełnej gotowości do biegu.
-Spokojnie, nie wywiozłem Cię tu żeby zgwałcić tylko coś pokazać, gdyby chciał cię zgwałcić już dawno bym to zrobił-On chyba czytał mi w myślach, zalotnie się uśmiechnął i po raz kolejny puścił mi oczko 
-No ja mam nadzieję-oddałam mu uśmiech. Mimo tego, że był przerażający i miał tatuaże, był też słodki i uroczy.
-Podejdź do mnie-wykonałam Jego polecenie, a On chwycił mnie za rękę i zaczął prowadzić w głąb lasu. Po jakiś 15 minutach zauważyłam piękne jezioro i domek na drzewie. 
-To właśnie chciałem Ci pokazać-widok był piękny-jeziorko, kolorowy domek na drzewie, niedaleko jeziora różne przepiękne kwiaty i jedna płacząca wierzba, pod którą stała brązowa ławka z oparciem. Wierzba była sama w tym lesie pełnym; sosen, świerków, dębów i klonów. Widok był malowniczy, jak z bajki. Nawet nie wiem, w którym momencie straciłam grunt pod nogami. Harry przerzucił mnie przez ramię i zaczął biedź w stronę jeziora. 
-Nie, proszę! Nie mam ciuchów na przebranie!-zatrzymał się i postawił mnie na ziemi 
-Ściągaj ciuchy-powiedział stanowczo 
-Co!?-chyba Go prąd popieścił 
-Ściągaj-rozebrałam się do bielizny, koronkowej bielizny. Harry też rozebrał się, do bokserek i podał mi swoją koszulkę.
-Ubierz ją-uśmiechnął się ukazując dołeczki
-Dziękuję-ubrałam ją i poprawiłam swoje włosy 
-Kto ostatni w wodzie ten zgniłe jajo!-krzyknęłam biegnąc w stronę jeziora Byłam przed Harry'm, ale niestety skubaniec ma dobry refleks i wyprzedził mnie
-Geronimo!-krzyknął wskakując do wody . Ja wskoczyłam zaraz po Nim.
-Boże, jakie ty masz tempo! Jak Ty to robisz?
-Umm...nie wiem, mam to w naturze-zanurzył się do wody i na chwilę straciłam Go z pola widzenia, ale za to Go poczułam. Pociągnął mnie za obie nogi i już po chwili byłam cała zanurzona w wodzie tak jak On. Chlapaliśmy się, podtapialiśmy i wydurnialiśmy się. Tak przez jakąś godzinę.
-Możemy już wyjść, bo mi się zimno robi?-zapytałam trzęsąc się z zimna
-Dobry pomysł-wyszliśmy z wody i skierowaliśmy się w stronę domku na drzewie, po drodze zabraliśmy swoje ciuchy. Weszliśmy po drabinie W środku było ślicznie; były dwie szafki, stolik, dywan, okna i parę drobiazgów. Przebrałam się w swoje ciuchy i usiadłam na dywanie. Harry wziął ze mnie przykład tylko, że On nie miał co przebierać, On się tylko ubrał.
-Może kawę, herbatę lub czekoladę?-zapytał
-Czekoladę poproszę. To Twój domek?
-Tak, kiedy byłem mały zawsze tu przychodziłem. Nikt nigdy tu nie przychodził, więc tutaj mogłem pobyć sam i miałem spokój-robił nam czekolady
-Zaraz, zaraz. Czegoś nie rozumiem. Ty wcześniej mieszkałeś w Aston?-to ciekawe
-Tak, kiedy miałem 18 lat wyprowadziłem się do Doncaster-och, ciekawe dlaczego?
-Jak często tu przychodziłeś?-nie chcę być wścibska, ale to jest interesujące
-Około 3 razy w tygodniu-podał mi czekoladę i usiadł obok mnie na puszystym dywanie
-To co będziemy teraz robić?-upiłam łyka czekolady, była przepyszna
-No nie wiem, a na co masz ochotę?-zapytał z chytrym uśmieszkiem, który zignorowałam
-Po prostu chcę porozmawiać-uśmiechnęłam się
Okay. Gramy w pytania?-czemu nie?
-Dobra, ale ja zaczynam
-Okej-zrobił minę smutnego szczeniaczka
-O co możemy się pytać?-zapytałam się upijając czekoladę
-O wszystko-o wszystko powiadasz, Styles
-Dobrze wiedzieć. Czy...-nie dokończyłam, bo zadzwonił Mu telefon
-Styles! Czego?-och, aż tak ostro zaczyna rozmowy telefoniczne?
-Kurwa. Dobra, będę za 1,5 godziny-rozłączył się
-Sorry, musimy jechać-czy On w tej chwili jest wredny?
-Nic nie szkodzi. Posprzątam tylko kubki, bo...-nie dał mi dokończyć
-Zostaw te kubki i chodź! Kiedy indziej je posprzątam!-masakra. Przez jeden telefon był taki wściekły. Jeden!
-Okay-zeszłam po drabinie. Jak najszybciej doszliśmy do samochodu. Kiedy do niego weszliśmy od razu zapięłam pasy, Harry też. Ruszył z piskiem opon. Po 40 minutach byliśmy pod moim domem. Zabrałam numer od Harry'ego i poszłam na ganek. Harry ruszył z piskiem opon. Weszłam do domu i cały czas myślałam o tym gdzie się mu tak śpieszy. Mam nadzieję, że nie spowoduje żadnego wypadku. Z tymi myślami wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i poszłam spać.

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 1

~Oczami Harry'ego~
Jak co piątek byłem na imprezie. Była godzina 21 kiedy moi rodzice zadzwonili do mnie i powiedzieli mi, że moja ukochana babcia leży w szpitalu. Bez jakiegokolwiek zastanowienia powiedziałem znajomym, że muszę wyjść. Szybko wezwałem taksówkę. Byłem ,,przerażający" ale nie należałem do gangu 'Black Devil'. Jedyną osobą, którą kochałem na tym świecie, była moja babcia. Rodziców nienawidziłem.
Dość długim oczekiwaniem na taksówkę zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Gdy wsiadłem do samochodu mina kierowcy z wesołej zmieniła się w przerażoną. Uwielbiałem i uwielbiam do dziś to uczucie, tą świadomość, że wszyscy się mnie boją. Kocham być dominatorem. Podałem mu nerwowo adres szpitala, w którym tak bardzo chciałem już być. Starałem się być cierpliwy, ale kierowca tak się wlókł, że już nie wytrzymałem i wyciągnąłem pistolet zza paska spodni.
-Rusz się kurwa albo skończysz z kulką w swoim pustym łbie!-krzyknąłem przykładając mu zimny pistolet do skroni. Na mój rozkaz od razu mocniej wcisnął pedał gazu. Wydawało się, że zaraz narobi w spodnie. Zacząłem się śmiać i schowałem broń. Kiedy zatrzymał się przed szpitalem dałem mu 50 funtów i wybiegając krzyknąłem, że reszty nie trzeba. Wbiegłem do szpitala i podchodząc do pierwszej pielęgniarki jaką zobaczyłem i zapytałem
-Gdzie leży Anastazja Styles?!
-Je-jest pan k-kimś z rodziny?-w jej delikatnym głosie wyraźnie było słychać strach.
-Tak, wnukiem!
-W ta-w takim razie prosz-szę za mną-odpowiedziała nadal się jąkając. Weszliśmy w długi korytarz. Drobna dziewczyna zaprowadziła mnie pod masywne drzwi sali 423. Przelotnie podziękowałem jej i wszedłem do sali. Obok łóżka siedzieli moi rodzice. Kazałem im wyjść. Podszedłem bliżej, odsunąłem nakrycie i usiadłem na łóżku obok babci. Chwyciłem ją za zimną dłoń. Czułem jak rosła mi gula w gardle.
-Ko-kocham Cię babciu...-wydukałem z ledwością. Co prawda mówiłem jej to przy każdym spotkaniu, a odwiedzałem ją dość często. Jedna łza samotnie spłynęła mi po policzku. Kapnęła na dłoń babuni, po czym po sali rozległ się głośny pisk maszyny podłączonej pod nią. Zdezorientowany zacząłem wołać lekarzy. Przybiegł jeden, a z nim dwie pielęgniarki. Babcia została przewieziona na inną salę. Nie miałem pojęcia co się dzieje... Bezcelowo błądziłem po korytarzu w tę i z powrotem ciągle podchodząc do przechodzących pielęgniarek z pytaniem 'co z moją babcią?'. Za każdym razem słyszałem jedną i tą samą odpowiedź. Nagle z sali wyszedł lekarz. Szybko do niego podszedłem i kolejny raz zapytałem o to samo.
-Pańskiej babci, nie dało już się uratować. Przykro mi-powiedział po czym odszedł. Nie docierało to do mnie... Z całej siły uderzyłem ręką w ścianę. Dostałem histerii... Rozpłakałem się bo- bo właśnie straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Zostałem sam, bez nikogo. Jedyne czego teraz potrzebowałem była czyjaś bliskość. Podeszła do mnie pielęgniarka. Zapytała czy podać mi leki uspokajające, odmówiłem. Myśl, że nikt ani nic mi jej nie przywróci doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie potrzebowałem  nic innego jak przytulić się do kogoś i dojść do siebie w czyiś ramionach. Znienacka przytuliłem stojącą obok pielęgniarkę. Wiedziałem, że chciała mnie odepchnąć, ale czuła, że tego potrzebuję. Odpuściła i również się wtuliła w mój tors. Przytulając ją... będąc tak blisko jakieś osoby w tak trudnym dla mnie momencie, sprawiało, że zapomniałem o całym świecie. Ze wspólnych objęć wyrwała nas inna pielęgniarka wołająca ją. Natychmiast przeprosiła i pobiegła do niej.

***
Wróciłem do domu i zorientowałem się, że w szpitalu zapomniałem portfela. Właśnie miałem wychodzić, ale ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do nich i nerwowo je otworzyłem.
-Czego?!
Wyrwało mi się z tego całego rozdrażnienia.
-Yhmm... przepr-przerwałem jej w połowie zdania
-Nie, to ja przepraszam. Jestem zdenerwowany.
-Przyniosłam Twój portfel. Na dowodzie był adres Haroldzie-powiedziała żartobliwie wyciągając rękę, w której trzymała mój portfel.
-Tylko nie Haroldzie-zaśmiała się cicho, choć wiem, że była zdenerwowana.
-A jak Ty masz na imię śliczna?-dodałem, a ta z rumieńcami na policzkach powiedziała
-Lily
-Nie wstydź się mała-powiedziałem miękko się uśmiechając i przejechałem opuszkami palców po jej delikatnym policzku. Oddała uśmiech i powiedziała, że musi już iść, ale zatrzymałem ją i zaproponowałem spotkanie.
-No... emm... mam dużo pracy... ale... ale chyba znajdę chwilę.

~Oczami Lily~
Zgodziłam się tylko dlatego, że przekonał mnie do siebie w szpitalu. I tak bardzo uwodził swoim anielskim wzrokiem. Umówiliśmy się w StarBucksie na następny dzień.

poniedziałek, 19 stycznia 2015