niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 1

~Oczami Harry'ego~
Jak co piątek byłem na imprezie. Była godzina 21 kiedy moi rodzice zadzwonili do mnie i powiedzieli mi, że moja ukochana babcia leży w szpitalu. Bez jakiegokolwiek zastanowienia powiedziałem znajomym, że muszę wyjść. Szybko wezwałem taksówkę. Byłem ,,przerażający" ale nie należałem do gangu 'Black Devil'. Jedyną osobą, którą kochałem na tym świecie, była moja babcia. Rodziców nienawidziłem.
Dość długim oczekiwaniem na taksówkę zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Gdy wsiadłem do samochodu mina kierowcy z wesołej zmieniła się w przerażoną. Uwielbiałem i uwielbiam do dziś to uczucie, tą świadomość, że wszyscy się mnie boją. Kocham być dominatorem. Podałem mu nerwowo adres szpitala, w którym tak bardzo chciałem już być. Starałem się być cierpliwy, ale kierowca tak się wlókł, że już nie wytrzymałem i wyciągnąłem pistolet zza paska spodni.
-Rusz się kurwa albo skończysz z kulką w swoim pustym łbie!-krzyknąłem przykładając mu zimny pistolet do skroni. Na mój rozkaz od razu mocniej wcisnął pedał gazu. Wydawało się, że zaraz narobi w spodnie. Zacząłem się śmiać i schowałem broń. Kiedy zatrzymał się przed szpitalem dałem mu 50 funtów i wybiegając krzyknąłem, że reszty nie trzeba. Wbiegłem do szpitala i podchodząc do pierwszej pielęgniarki jaką zobaczyłem i zapytałem
-Gdzie leży Anastazja Styles?!
-Je-jest pan k-kimś z rodziny?-w jej delikatnym głosie wyraźnie było słychać strach.
-Tak, wnukiem!
-W ta-w takim razie prosz-szę za mną-odpowiedziała nadal się jąkając. Weszliśmy w długi korytarz. Drobna dziewczyna zaprowadziła mnie pod masywne drzwi sali 423. Przelotnie podziękowałem jej i wszedłem do sali. Obok łóżka siedzieli moi rodzice. Kazałem im wyjść. Podszedłem bliżej, odsunąłem nakrycie i usiadłem na łóżku obok babci. Chwyciłem ją za zimną dłoń. Czułem jak rosła mi gula w gardle.
-Ko-kocham Cię babciu...-wydukałem z ledwością. Co prawda mówiłem jej to przy każdym spotkaniu, a odwiedzałem ją dość często. Jedna łza samotnie spłynęła mi po policzku. Kapnęła na dłoń babuni, po czym po sali rozległ się głośny pisk maszyny podłączonej pod nią. Zdezorientowany zacząłem wołać lekarzy. Przybiegł jeden, a z nim dwie pielęgniarki. Babcia została przewieziona na inną salę. Nie miałem pojęcia co się dzieje... Bezcelowo błądziłem po korytarzu w tę i z powrotem ciągle podchodząc do przechodzących pielęgniarek z pytaniem 'co z moją babcią?'. Za każdym razem słyszałem jedną i tą samą odpowiedź. Nagle z sali wyszedł lekarz. Szybko do niego podszedłem i kolejny raz zapytałem o to samo.
-Pańskiej babci, nie dało już się uratować. Przykro mi-powiedział po czym odszedł. Nie docierało to do mnie... Z całej siły uderzyłem ręką w ścianę. Dostałem histerii... Rozpłakałem się bo- bo właśnie straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Zostałem sam, bez nikogo. Jedyne czego teraz potrzebowałem była czyjaś bliskość. Podeszła do mnie pielęgniarka. Zapytała czy podać mi leki uspokajające, odmówiłem. Myśl, że nikt ani nic mi jej nie przywróci doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie potrzebowałem  nic innego jak przytulić się do kogoś i dojść do siebie w czyiś ramionach. Znienacka przytuliłem stojącą obok pielęgniarkę. Wiedziałem, że chciała mnie odepchnąć, ale czuła, że tego potrzebuję. Odpuściła i również się wtuliła w mój tors. Przytulając ją... będąc tak blisko jakieś osoby w tak trudnym dla mnie momencie, sprawiało, że zapomniałem o całym świecie. Ze wspólnych objęć wyrwała nas inna pielęgniarka wołająca ją. Natychmiast przeprosiła i pobiegła do niej.

***
Wróciłem do domu i zorientowałem się, że w szpitalu zapomniałem portfela. Właśnie miałem wychodzić, ale ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do nich i nerwowo je otworzyłem.
-Czego?!
Wyrwało mi się z tego całego rozdrażnienia.
-Yhmm... przepr-przerwałem jej w połowie zdania
-Nie, to ja przepraszam. Jestem zdenerwowany.
-Przyniosłam Twój portfel. Na dowodzie był adres Haroldzie-powiedziała żartobliwie wyciągając rękę, w której trzymała mój portfel.
-Tylko nie Haroldzie-zaśmiała się cicho, choć wiem, że była zdenerwowana.
-A jak Ty masz na imię śliczna?-dodałem, a ta z rumieńcami na policzkach powiedziała
-Lily
-Nie wstydź się mała-powiedziałem miękko się uśmiechając i przejechałem opuszkami palców po jej delikatnym policzku. Oddała uśmiech i powiedziała, że musi już iść, ale zatrzymałem ją i zaproponowałem spotkanie.
-No... emm... mam dużo pracy... ale... ale chyba znajdę chwilę.

~Oczami Lily~
Zgodziłam się tylko dlatego, że przekonał mnie do siebie w szpitalu. I tak bardzo uwodził swoim anielskim wzrokiem. Umówiliśmy się w StarBucksie na następny dzień.